Uwaga odc. 5036 – Tysiące dokumentów bez nadzoru. „Takiego przypadku jeszcze nie było”

Sprawa jakiej jeszcze w Polsce nie było. Zamknięta uczelnia i dokumenty z danymi osobowymi, do których jest swobodny dostęp. Jak to możliwe że znana warszawska uczelnia nie zabezpieczyła należycie archiwów, które ma obowiązek przechowywać przez pięćdziesiąt lat?

– Byłam zatrwożona, jak to zobaczyłam – mówi Natalia, absolwentka uczelni AlmaMer. – Zobaczyłam te teczki, to zamarłam. Od razu wyobraziłam sobie to, co się może stać z moimi danymi osobowymi – wspomina. O tym, że dokumenty z danymi ich oraz tysięcy innych osób dostępne są dla wszystkich, dowiedzieli się z YouTube’a.

– Tu można było spokojnie wejść, nie zrywaliśmy żadnych taśm, żadnych plomb – mówi druga z absolwentek, Anna. – Ja bym tutaj nie wchodziła, ale skoro inni wchodzą, to chciałam również zabezpieczyć swoje dokumenty – dodaje.

Przez blisko dwa tygodnie byli studenci Warszawskiej uczelni AlmaMer zgłaszali się gdzie tylko się da -pisali maile i prosili, by chroniono ich dane osobowe. Bezskutecznie. Sprawę upublicznili youtuberzy.

– Kiedy byliśmy tutaj w grudniu, zostało jeszcze wszystko, całe wyposażenie: komputery, drukarki, wszelkie dokumenty. Wszystko zostało tak, jak zostało opuszczone. Teraz, jak tam wchodziłem, to już praktycznie nic nie ma- mówi jeden z youtuberów Piotr Niemczewski.

– Nie tylko my tutaj się kręcimy. Tu są wycieczki – mówi Natalia i przytacza sytuację, kiedy ona sama weszła do budynku i drogę do akt wskazali jej bezdomni, którzy tam koczowali. – To jest paranoja. Dlaczego policja się tu kręci i skąd są tu patrole? Oni się pojawili w momencie, kiedy odnaleziono zwłoki, które leżały tu trzy miesiące. I wtedy mieli obowiązek zabezpieczyć ten budynek – mówi Anna. Dodaje, że gdy w sprawie dokumentów próbowała interweniować na policji, była zniechęcana do składania zeznań. Funkcjonariusze twierdzić mieli, że policja nie ma obowiązku pilnowania mienia prywatnego.